Sesja Supermoto w opuszczonym tartaku

Sesja Supermoto w opuszczonym tartaku

Wszystko, co mogło pójść nie tak tamtego dnia we Włodawie, poszło nie tak.

Plan był prosty: Tomek Rysio, jego nowiutkie Supermoto z numerem 11 i sesja, która miała „rozbić bank” przed sezonem 2015. Wyobrażałem sobie słońce, długie cienie i Tomka składającego się w zakrętach na asfalcie. Tymczasem stałem w ogromnym, opuszczonym budynku po starym tartaku, a za oknem deszcz walił o dach tak mocno, że ledwo słyszeliśmy własne myśli.

— „Ty, na tych oponach orła nie wywiniesz?” — rzuciłem do Tomka, patrząc na hałdy piachu i pyłu, która pokrywała podłogę.

Wstawienie maszyny na gładkich slickach w kopny, piach to był pomysł z kategorii tych genialnie głupich. Przez kilka godzin walczyliśmy z materią. Ja przestawiałem biegałemz aparatem po torze, on siłował się z motocyklem, który tańczył pod nim jak na lodzie. Zamiast epickich ujęć w ruchu, dostawaliśmy tylko kurzu, nieostrość i coraz większą irytację.

Chłód nie pomagał, a światło w hali zdychało z każdą minutą. W pewnym momencie po prostu daliśmy sobie spokój.

Tomek wyskoczył z wąskiego kanału i zgasił motocykl. Oparł się o kierownicę, spuścił głowę i zastygnął w pozie. To nie był wyreżyserowany moment. To była czysta, ludzka rezygnacja i zmęczenie faceta, który od kilku godzin walczy z maszyną w warunkach, do których nie została przygotowana…

Podniosłem aparat, złapałem ostrość na jego kasku i nacisnąłem spust.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to właśnie to zdjęcie – zrobione w chwili, gdy obaj chcieliśmy być wszędzie, tylko nie w tym zimnym tartaku – wyląduje na łamach magazynu xCross. Czasami najlepsze rzeczy wychodzą wtedy, kiedy już dawno przestało ci zależeć na byciu „pro”.